Kindi.pl - jeden adres na każdy dziecięcy problem

Kolorystyka: Kolor domyślny Fiolet Zielony Stalowy

Blog: Ciocia Ewa

Strona główna » Blogi » Ciocia Ewa

"Ludziów jak mrówków" w fajne popołudnie.

Data wpisu 02-04-2007 
Naprawde byłam w szoku. Wybraliśmy sie dziś z przyjaciółmi na spacer na krakowski rynek, nad Wisłe, w okolice Wawelu i powiem wprost, nie mam pojęcia skąd wzięli się Ci wszyscy ludzie. Rozumiem - ładna pogoda, wiosenne ciepełko, ale czułam się tam jak na dworcu głównym w godzinach szczytu. Ludzie niby usmiechnięci, weseli i pozytywnie nastrojeni przez słonko, a jednak rozpychali sie łokciami w co weższych przejściach, nie koniecznie taktownie zachowywali sie stojąć w kolejkach "po stolik" Nie liczyłam na wolną ławkę, ale 40 min w kolejce w niemalże każdej knajpce i kafejce, spowodowało, że popołudnie spędziliśmy siedząc na trawniku, z kubkami kawy z fast foodu (jedyne 15 min w kolejce) z buźkami w strone słońca. W sumie to fajnie było i mam nadzieje, że fajna pogoda utrzyma się jeszcze długo i przed nami jeszcze wiele równie fajnych niedzielnych popołudni.
Zapomniałam wspomnieć, że dziś przeciez prima aprilis... z tej okazji dowiedziałm się, że zostanę przynajmniej pięciokrotną ciocią, paru moich znajomych wygrało w totka (i to szóstkę), stworzyła nam się nowa para wśród znajomych i a trzy się rozstały, w pracy wybuchła poważna afera i posypią się głowy... fajnie tak chociaż przez jeden dzień w roku można bezkarnie "wkręcać" ludzi.

Nie wiem jak to zatytułować...

Data wpisu 28-03-2007 
Dawno nie pisałam na blogu, a wszystko przez złość i frustracje, jaka mnie ostatnio ogarnęła - jej odreagowanie na blogu mogłoby mieć fatalny skutek. Ale od początku: Jestem w dziwnym momencie życia, kiedy musze podjąć kilka ważnych decyzji, dotyczących dalszej jego części - gdzie i z kim mieszkać, co robić, czym się zająć. Nie myślcie, że spadło to na mnie tak nagle i wcześniej o tym nie myślałam - wręcz przeciwnie, wszytko miałam poukładane od A do Z. W swoim planie nie wzięłam jednak pod uwagę, zmian prawnych i gorszego dnia pracowników różnych dziwnych urzędów. Potrzebne mi było do mojego planu kilka pozwoleń, kilka pieczątek i podpisów. I tu właśnie jest problem. Nie dość, że niczego nie da się załatwić od ręki, to niektórych rzeczy w ogóle nie da się załatwić, bo brakuje dokumentu, bo nie ma podpisu, bo nie ma zgody kogoś, kto jest na zwolnieniu/urlopie i nie wiadomo, kiedy będzie, a jak tego nie będzie to nie można ruszyć nic dalej, jednym słowem: TRAGEDIA!!!
Cały ten mętlik wpłynął na totalną zmianę mojego planu na życie, albo nie tak: wpłynął na "skasowanie" planu istniejącego i pilnego poszukiwania kolejnego. 1000 rad od rodziców, przyjaciół i znajomych - za które jestem i bardzo wdzięczna - powodują, że czuję się póki, co strasznie zagubiona i przerażona... - nie, nie załamuje się, ale potrzebuje znów trochę czas, żeby sobie to wszystko poukładać, tylko boję się, że "układając" za długo znów coś przegapię, gdzieś się spóźnię, na coś braknie mi czasu....

Zabawna sytuacja...

Data wpisu 18-03-2007 
Niedzielne popołudnie. Mama zajęta w kuchni, Tatuś uczy małą Marysie kolorów. Do tej pory malutka na pytanie jaki to kolor zawsze odpowiada, że "niebieski".
TATA: Marysiu jaki kolor ma twoja sukieneczka?
MARYSIA: Nieeb....
T: - Nie, nie niebieski, tylko czerwony
M: - Czerwony.
T: - A jakie masz rajstopki?
M: - Nieeb...
T: - Nie, nie niebieskie tylko białe.
M: - Białe.
T: - A jakie masz Marysiu skarpetki?
M: - Skarpetki z jeżyekiem.
Malutka jest rozbrajająca.

Elektryczna dżungla...

Data wpisu 13-03-2007 
Na codzień nigdy nie zastanawiałam się jak potrzebna jest mi elektryczność. No jest, bo jest, ale przecież można żyć bez... aż do dziś. Trwają jakieś prace konserwacyjne i dziś nie mieliśmy prądu od rana do mniej więcej 15, no i tragedia. Cały poranny rytuał legł w gruzach, ale od początku. Wstałam jak zwykle - na szczęście budzik nie był zależny od prądu, ale już po tym zaczęły się zaczęło, bo o ile prysznic można wziąć przy świeczkach to z makijażem nie było już tak wesoło, a o suszarce mogłam tylko pomarzyć. Potem kawusia... no tak tylko czajnik elektryczny - można zagotować na gazie... tylko wcześniej trzeba znaleźć zapałki, bo elektryczna zapalarka w kuchence oczywiście nie działa. Udało się. Lodówki nie chciałam wietrzyć za długo, więc skończyło się na szybkim jogurcie. Z porannych wiadomości w TV nic nie wyszło- poczytam sobie w internecie pomyślałam - w końcu bateria w laptopie naładowana. Przeliczyłam się. Włączony komputer to nie wszystko... internet nie działa, w takich chwilach przestaje mnie cieszyć bezprzewodowe łącze. To już było dla mnie za wiele. Na szczęcie pogoda była cudna, więc poszłam na dłuugiii spacer i wróciłam jak już moja elektryczna dżungla znów była w pełni aktywna;))

A miała być wiosna....

Data wpisu 09-03-2007 
Cudny wtorek, słoneczna, choć już chłodniejsza środa dały nam cichutką, słoneczna nadzieje, że możemy już liczyć na wiosnę. Na ulicach ludzie w okularach słonecznych, jedni jeszcze w kozakach i zimowych paltach, inni z marynarkach, żakietach i trampkach. W okolicach Wisły, Wawelu, Plant i Rynku Głównego ciężko było znaleźć wolną ławeczkę. Buzie wystawione do słonka, w tramwaju nikt się nie pcha, ludzie ustępują sobie miejsca, jednym słowem pełna radość i optymizm. A mnie boli głowa... W te dni wstawałam jak zwykle, zajęcia jak zwykle, nawet zamiast jechać autobusem postanowiłam się przejść... nic nie pomogło. Popołudniu jeszcze raz poszłam na spacer, dotleniłam się chyba za pół zimy, po powrocie zjadłam kolejne środki przeciwbólowe - nic nie pomogło. Dwa dni słonka dwa dni bólu głowy. W czwartek zaczęło padać, a ja obudziłam się jak nowo narodzona... i tyle miałam radości z wiosennych dni.

Moi dziadkowie...

Data wpisu 05-03-2007 
Kochanych dziadków mam, to na pewno. W piątek pojechałam po nich (jakieś 100km) żeby przywieźć dziadka na badania do szpitala. Przy okazji babcia dała się namówić na wycieczkę. Byłam u nich ok.10 rano, babcia od razu się zapytała, na którą będziemy z powrotem. W domu mama pojechała z dziadkiem do lekarza, ja posiedziałam z babcia, pogadałyśmy, podszykowałam obiad. Ok. 15 po obiedzie zaczęło się nerwowa zerkanie na obiad, dyskretne pytania której jedziemy do domu. No i pojechaliśmy. Ciągle zastanawia mnie jedno: czy ja jako babcia też będę tak zaciętą domatorką. Dziadkowie mieszkają sami, oprócz psa i 7 kur, które może nakarmić mieszkająca w pobliżu siostra babci, nie mają żadnych zobowiązań, niczego co mogłoby trzymać ich w domu. Mają za to pięcioro dzieci, z których każde cieszyłoby się gdyby spędzili u nich chociaż 2-3 dni. Nie da się. Kiedy zaczyna się rozmowa, że powinni odwiedzać dzieci, posiedzieć u nich trochę, to się zgadzają, przytakują i przyznają racje. Kiedy przychodzi co do czego... nie da się. Tylko czemu??

Oj ci rodzice...

Data wpisu 27-02-2007 
Jak to jest z tym rodzicami? Wymagają, żebyśmy o wszystkim im opowiadali, mówili, co się u nas dzieje, chwalili się, a na pewno już podziewają się, że będziemy ich informować, o wszystkich ważniejszych i tragiczniejszych wydarzeniach w naszym życiu. A tym czasem: w niedziele popołudniu dzwonie do domu rozmawiam z tatą:
"- Cześć Tatuś, co u Was słychać?
- A wszytko w porządku, przeglądam właśnie ogłoszenia o samochodach.
- No wiem już od jakiegoś czasu rozważasz zmianę auta
- No tak i teraz nawet znalazłem fajne ogłoszenie, bo wiesz starym autem miałem wczoraj dachowanie, ale to ogłoszenie jest super, auto jest nowe ma poduszki, ABS..."
Tak, właśnie tak wyglądała moja rozmowa z tatą. Informacja o dachowaniu była takim "przecinkiem w nawiasie" w całej informacji o tym, że właśnie kupuje auto. Na pytanie, czemu dowiaduje się dopiero teraz, usłyszałam, ze "nie chcieliśmy Cię dziecko denerwować" Stuknęło mi ćwierćwiecze, więc z pieluch już chyba jakiś czas temu wyrosłam i uważam, że dzielenie się informacjami powinno działać w obie strony. Tylko jak przekonać o tym rodziców....

Postanowiłam pisać...

Data wpisu 23-02-2007 
Postanowiłam napisać coś na blogu, bo chociaż nic sie specjalnego nie dzieje, ale... No właśnie zawsze jest jakieś "ale". Regularnie czytuje felietony na jednym z portali, gdzie pisują znani i nie znani ludzie. Zazwyczaj piszą co tydzień, co dwa, ale zawsze w miare regularnie - tak bylo i teraz właśnie jest moje "ale". Jedna z moich ulubionych autorek od początku roku napisała tylko jeden felieton, a przecież już koniec lutego. Nie wiem co sie stało, może jej sie znudziło, może nie ma pomysłu o czym pisać, może zwyczajnie nie ma czasu - nie wiem i pewnie sie nie dowiem. Pozostaje mi czekać na kolejny felieton.
Poza tym u mnie naprawdę nic się nie dzieje. Wróciłam do codziennych obowiązków, spotkań ze znajomymi i pracy. No cóż... jak się zacznie coś dziać to napewno wam napisze.;))

Super weekend...

Data wpisu 19-02-2007 
Nie wierzyłam już, że uda mi się jeszcze pojeździć na nartach w tym sezonie. A jednak!! W niedzielny poranek po sprawdziliśmy w internecie warunki na kilku stokach w okolicy Krakowa i wsiedliśmy do auta. Godzinkę później byliśmy na stoku. Warunki bez rewelacji, błoto przy podejściu do wyciągu, lód na szczycie, ale co najważniejsze, nie dużo ludzi, wiec wyjeździliśmy się porządnie. Co prawda był to mój gorszy dzień - przede wszystkim doświadczyłam tragicznie braku kondycji, z czego wynikała ilość upadków wypełniająca limit za ostatnie 5 lat. Poobijana, zmęczona, ale szczęśliwa wróciłam wieczorkiem do domku. Super było. Mam nadzieje, że jeszcze uda nam się wyskoczyć, chociaż raz na nartki. Dziś wszytko mnie boli i ledwo się ruszam, ale było warto. Polecam

Siła spokoju...

Data wpisu 17-02-2007 
W czwartek zadzwoniła kuzynka czy nie przyszłabym w piątek, żeby zostać dziećmi, bo są chore. Pewnie, czemu nie. Pojechałam w czwartek wieczorem i zostałam na noc, co by rano nie zrywać się w środku nocy. Dzieci na chore nie wyglądały, a drzemki po południu sprawiły, że miały niespożytą energię. W piątek parę minut po 7 obudziły mnie małe rączki na mojej twarzy. "Ciociu już wstałem, ty tez wstawaj" Próbują odwlec tą chwile jak najdłużej, mówię: "Kochanie idź się ubierz, umyj ząbki, i włącz sobie komputer z grą" -mało wychowawcze, ale z reguły daje kilka dodatkowych minut spanka. "Ciociu komputer (laptop) leży na podłodze, a ja sam nie mogę, go podnosić sam", "To weź sobie poduszkę i usiądź na niej przy komputerze" i znów 3 minuty spanka... "Ciociu, ale kabel nie jest włączony do gniazdka, sam nie mogę go włączyć, bo rodzice nie pozwalają" No i koniec, musiałam chcąc nie chcąc zwlec się, włączyć dziecku komputer, a przy okazji położyć go w wygodnym miejscu. Dziecko szczęśliwe, 10 min z zamkniętymi oczami dla cioci, potem wstała Julcia...

Mimo wczesnej pobudki, miałam dziś w sobie niesamowitą siłę spokoju i cierpliwości. Dzieci nie chciały jeść, marudziły, darły między sobą koty, a ciocia tłumaczyła, spokojnie, bez zbędnych emocji, osiągnęłam wszytko, co chciałam. Dzieci jadły, grzecznie się bawiły, ja mogłam zrobić obiad, poczytać, sielanka jednym słowem. Fajnie, było i naprawdę się cieszę, że tak fajnie spędziłam z nimi ten dzień, a najbardziej się cieszę, ze wróciła moja cierpliwość;)


Autor bloga

ciociaewa ciociaewa
Kraków

Opcje